[ Pobierz całość w formacie PDF ]
publiczna byłaby przekonana, iż to Rhodia zorganizowała całą wyprawę.
Gdybyśmy odkryli spisek, byłoby to ich odkrycie. Gdyby młody Widemos
został stracony, Królestwa uznałyby to za wewnętrzną sprawę Rhodii.
A jednak upierał się major zgoda na to, by statki z poddańczej
planety towarzyszyły tyrannejskiej ekspedycji militarnej, stanowiłaby
niedobry precedens. Przeszkadzaliby nam w walce. W tym momencie
problem nabiera znaczenia wojskowego.
Nie powiedziałem wcale, mój drogi majorze, że Hinrik dowodziłby
statkiem. Z pewnością zna go pan na tyle, by wiedzieć, że nie ma do tego
zdolności, ani nawet ochoty próbować. Zamieszka na naszym statku. Będzie
jedynym obywatelem Rhodii, jakiego zabierzemy.
W takim razie cofam swój sprzeciw, komisarzu oświadczył major.
Tyrannejska eskadra przez kilka dni utrzymywała pozycję o dwa lata
świetlne od Lingane. Powoli sytuacja stawała się nie do zniesienia.
Major Andros zalecał natychmiastowe lądowanie na planecie.
Autarcha Lingane twierdził uczynił wszystko, abyśmy uważali go
za przyjaciela chana, ja jednak nie ufam ludziom, którzy podróżują za
granicę. Przychodzą im do głowy dziwaczne pomysły. To dziwne, że akurat
gdy autarcha wrócił z wyprawy, młody Widemos postanowił złożyć mu
wizytę.
Nie próbował jednak ukrywać ani swych podróży, ani powrotu,
majorze. Zresztą nie wiemy, czy Widemos przybył tu właśnie na spotkanie z
autarchą. Nadal siedzi na orbicie. Czemu nie ląduje?
A dlaczego tkwi na orbicie? Zastanówmy się nad tym, co robi, nie nad
tym, czego nie robi.
Mogę zaproponować rozwiązanie, które pasuje do wzoru.
Z radością go wysłucham.
Aratap wsunął palec za kołnierz i bezskutecznie spróbował nieco go
rozluznić.
Ponieważ ten młody człowiek czeka, możemy założyć, iż czeka na coś
lub na kogoś. Byłoby głupotą sądzić, że skoro udał się bezpośrednio na
Lingane, i to tak szybko ściślej mówiąc, jednym skokiem waha się teraz
wyłącznie z niezdecydowania. Twierdzę zatem, że czeka na przybycie
Strona 111
Isaac Asimov - Gwiazdy jak pył
przyjaciół. Fakt, że nie ląduje na Lingane, wskazywałby na to, iż nie uważa,
aby podobne posunięcie było dla niego bezpieczne. Oznaczałoby to, że sama
Lingane szczególnie zaś jej autarchą nie należy do spisku, choć mogą w
nim uczestniczyć niektórzy obywatele.
Nie jestem pewien, czy powinniśmy zawsze wierzyć, że najbardziej
oczywiste wnioski to są wnioski właściwe.
Mój drogi majorze, ten wniosek nie jest jedynie najbardziej oczywisty.
Jest też logiczny. Doskonale pasuje do wzoru.
Może i tak. Mimo wszystko jednak jeśli w ciągu następnych
dwudziestu czterech godzin nic się nie zdarzy, nie będę miał innego wyjścia
jak ruszyć w kierunku Lingane.
Aratap krzywiąc się spojrzał na drzwi, za którymi zniknął major.
Kierowanie zarówno niespokojnymi poddanymi, jak i krótkowzrocznymi
zdobywcami wymagało wiele wysiłku. Dwadzieścia cztery godziny. Może coś
się wydarzy; jeśli nie będzie musiał wymyślić jakiś sposób, by
powstrzymać Androsa.
Nagle zadzwięczał sygnalizator drzwi i komisarz z irytacją uniósł wzrok.
Czyżby to znów Andros? Nie. W wejściu ujrzał wysoką przygarbioną
sylwetkę Hinrika z Rhodii, za jego plecami majaczyła nieodłączna postać
strażnika, który towarzyszył mu od chwili, gdy suweren stanął na pokładzie
statku. Teoretycznie Hinrik cieszył się nieograniczoną swobodą ruchów.
Zapewne sam również w to wierzył. W każdym razie nigdy nie zwracał
uwagi na swą eskortę
Nie przeszkadzam, Komisarzu? Hmnk uśmiechnął się żałośnie.
Oczywiście, że nie. Proszę usiąść, suwerenie Aratap stał nadal.
Hinrik zdawał się tego nie dostrzegać.
Mam do pana ważną sprawę, którą chciałbym przedyskutować
oświadczył. Z jego głosu zniknęło dotychczasowe napięcie. Rozejrzał się i
dodał, zupełnie innym tonem: Cóż to za wielki, piękny statek!
Dziękuję, suwerenie Aratap uśmiechnął się blado. Pozostałe
[ Pobierz całość w formacie PDF ]